imprimer cette page
  Witold Gombrowicz - Polska wersja   Biografia   Biografia, rok po roku   Polska (1904-1939)
 
Zbliżenia : Gombrowicz, Polska, Polacy 

Bywalec warszawskich kawiarni
Autor : Agnieszka Stawiarska

Dzięki przedwojennej „instytucji” literackiej kawiarni, warszawscy pisarze i artyści znali się choćby z widzenia. W najmodniejszej w latach 20. i 30. „Małej Ziemiańskiej” przy ulicy Mazowieckiej bywalcy zjawiali się codziennie : by podyskutować, usłyszeć najnowsze plotki i dowcipy. Tutaj toczono niekończące się rozmowy o literaturze i sztuce, „urabiano dobrą i złą opinię wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób parali się w Polsce literaturą, sztukami pięknymi i teatrem” – wspominał po latach Józef Wittlin. Nad zatłoczonym i zadymionym wnętrzem tej legendarnej kawiarni górował stolik na półpiętrze, gdzie spotykali się twórcy z kręgu Skamandra i Wiadomości Literackich. To była ówczesna elita, do której dostęp mieli tylko wybrańcy.


Gombrowicz zaczął przychodzić do „Ziemiańskiej” po wydaniu pierwszej książki : Pamiętnika z okresu dojrzewania (1933 r.). Tutaj, w środowisku artystów, zaczął grać rolę kogoś, komu zupełnie nie zależy na opinii i względach elity towarzysko-literackiej. Zamiast zabiegać o aprobatę wpływowych postaci, wolał brylować wśród młodych, a w większości nawet młodszych od siebie aspirantów. W gronie osób, które go nie „dominowały” swoją wyższą pozycją środowiskową, mógł być sobą, mógł bez przeszkód narzucać własny styl bycia.


Jego przewrotna inteligencja i poczucie humoru zadziałały niczym magnes : wkrótce ustaliła się grupa bywalców jego stolika, zbierająca się co wieczór. Wielbicielami, wręcz wyznawcami Gombrowicza zostało kilku początkujących poetów i pisarzy, a także grono satyryków, plastyków i karykaturzystów związanych z tygodnikiem Szpilki – świetnym pismem, na którego łamach gościła groteska i czarny humor. Autor Pamiętnika tolerował wokół siebie także „kibiców” dość zaskakujących : np. Stanisława Brochwicza-Kozłowskiego, autora brukowych powieści, który - jak się później okazało - pracował dla wywiadu włoskiego i niemieckiego (został zabity przez podziemie podczas okupacji).


Około roku 1938 stolik Gombrowicza przeniósł się z „Ziemiańskiej” do pobliskiego „Zodiaku” (przy ulicy Traugutta), lokalu, który pisarz nazwał „ze wszech miar odpowiednim dla wyższych sfer”. Te stałe kawiarniane spotkania, z pozoru błahe : wypełnione żartami, aktorskimi popisami i prowokacjami Gombrowicza, na trwałe zapisały się w pamięci rozmówców. „Królem niekoronowanym naszego stolika był Witold Gombrowicz, ceremonialny, broniący się kpiną i głupstwami przed poufałością ludzi” – wspominał poeta Stanisław Piętak. „Chodziliśmy tam właściwie jak na spektakl. Wiedziałem, że obcuję z indywidualnością niepowtarzalną. Nigdy później nie miałem już wobec nikogo podobnego wrażenia” – wspominał Andrzej Nowicki, satyryk.


Choć Gombrowicz miał zaledwie koło trzydziestki, wchodził już w rolę mistrza – postaci wyjątkowej i niepowtarzalnej. Rozmowa z jego udziałem stawała się rodzajem zwariowanego teatru, którego on był inspiratorem i reżyserem. Uwielbiał oponować, zaprzeczać, prowokować protesty rozmówców i wzajemne starcia, a także „badać odwrotność każdej tezy”. Klimat humoru, jaki narzucał przy swoim stoliku, miał cechy czystego nonsensu, wręcz surrealizmu. Wszelkie stereotypowe wypowiedzi tępił bezlitośnie. Wyśmiał kiedyś Stefana Otwinowskiego : „Ooo, widzę panie Stefczyk, że znów przeczytałeś pan dodatek niedzielny Ikaca” [popularnego pisma - Ilustrowanego Kuriera Codziennego].


Najwierniejszymi kompanami autora Pamiętnika stali się : Piętak, poeta wsi sandomierskiej, związany z Drugą Awangardą ; Otwinowski, aktor i pisarz, przypisywany później do nurtu prozy psychologicznej ; jego żona Ewa ; niespełna dwudziestoletnia poetka Zuzanna Ginczanka, kuzynka Tuwima, współpracująca ze Skamandrem, a także pisująca odważne antyfaszystowskie satyry do Szpilek ; Nowicki, satyryk Szpilek ; Eryk Lipiński, karykaturzysta i redaktor naczelny Szpilek ; jego żona, rysowniczka i ilustratorka Hanna Goławska, Ha-Ga ; malarka Gizella Ważyk (żona poety).
Widywano tu także, m.in. : Belę Gelbard, znaną po wojnie jako pisarka Czajka-Stachowicz i słynnego z poczucia humoru aktora Kazimierza Rudzkiego. Najmłodszymi uczestnikami gombrowiczowskich sympozjonów byli studenci ; wśród nich znani po wojnie prozaicy Kazimierz Brandys i Stanisław Dygat ; późniejszy publicysta Kultury paryskiej i tłumacz Sołżenicyna Jerzy Pomianowski ; przyszli krytycy literaccy, wówczas początkujący poeci i założyciele lewicowego „Klubu S.” : Jan Kott i Ryszard Matuszewski.
Matuszewski pisał we wspomnieniach, że aby obcować z Gombrowiczem „trzeba było mieć nie tylko sporą dawkę bardzo swoistego poczucia humoru, ale także duże poczucie własnej wartości i wewnętrznej niezależności”. Osoby, którym nie odpowiadał prowokacyjny styl Gombrowicza i które nie chciały „wprząc się w jego rydwan”, zaczęły pisarza unikać : m.in. krytyk związany z nurtem awangardy, Ludwik Fryde (tytułowany przez Gombrowicza „biednym panem Łudwikiem”) oraz ówczesna nadzieja literatury katolickiej : Jerzy Andrzejewski, który, jak wspominał po latach, „nie umiał sobie wtedy poradzić ze stylem bycia Gombrowicza”. Lewicowy poeta Adam Ważyk, z którym autor Pamiętnika odbył nieudaną dyskusję o marksizmie i literaturze współczesnej, wspominał : „Wobec poetów proletariatu, przeważnie młodych komunistów, był zawsze hrabią, podkpiwał z ich « gminności ». Nigdy nie traktowałem go serio” (J. Siedlecka Jaśniepanicz).


W kontekście ówczesnej mody na sztukę eksperymentalną, rewolucyjność, kult mas i proletariatu, Gombrowicz ze swymi pozami arystokraty, mógł wydawać się denerwującym pozerem.. A on po prostu odgrywał rolę szlachcica, by zachować dystans i niezależność wobec artystów, a także po to - jak sam przyznawał we wspomnieniach - „aby zdenerwować”.


Wkrótce świat Polski międzywojennej został zdruzgotany przez wojnę ; po koszmarze okupacji nastała epoka stalinizmu, wreszcie wieloletnia szarzyzna PRL. Duch nonsensu, błazenady, kpiny z ustalonych hierarchii, zyskał w perspektywie czasu cechy prorocze. Gombrowiczowska metoda upartego indywidualizmu i dystansu wobec ideologii, okazała się cenną nauką , pozwalającą bronić się przed otaczającym absurdem „nierzeczywistej rzeczywistości”. Choć stolik Gombrowicza wcale nie należał w latach 30. do pierwszorzędnych – bo nie zaszczycały go osoby będące wówczas na świeczniku - jednak po latach wszedł do legendy „Ziemiańskiej”, usuwając w cień słynne niegdyś, „wyniesione ponad tłum” skamandryckie półpiętro. Autor Ferdydurke najwyraźniej bardzo potrzebował atmosfery literackiej kawiarni, skoro kontynuował swój warszawski nałóg również na emigracji : w Argentynie i podczas pobytu w Berlinie (1963-64).


Gombrowicz o swoim życiu kawiarnianym :


Co wieczór, w okolicach dziewiątej, wyruszałem do kawiarni – do popularnej wówczas „Ziemiańskiej” , w pobliżu placu Wareckiego. Zasiadałem przy stoliku, zamawiałem „pół czarnej> i czekałem, aż zbierze się grono kawiarnianych kompanów. […] W krótkim czasie stałem się takim maniakiem iż zawiesiłem na kółku wszystkie inne zajęcia wieczorowe, jak teatr, kino, życie towarzyskie. […] Mój sposób bycia w „Ziemiańskiej” nacechowany był nonszalancją, wyraźnie świadczącą iż nie potrzebuję „zarabiać piórem> i przyśpieszać zbyt nerwowo mojej kariery pisarskiej. Do Skamandrytów prawie nigdy nie zaglądałem, gdyż jeszcze nie byłem z nimi na równej stopie i nie mogłem sobie z nimi pozwolić na to, czego bym pragnął. Byłem zresztą niewybredny w doborze kompanii […]. Z rumieńcem skromności, ale i ze słuszną dumą wyznam, że wkrótce uzyskałem spory mir w „Ziemiańskiej” i nierzadko mój stolik był nawiedzany przez sporą liczbę kibiców […]. Byłem najczęściej negacją mojego przerażonego rozmówcy, który dopiero po wielu posiedzeniach spostrzegał iż ja dyskutuję dla sportu, dla zabawy, a także z ciekawości żeby na wszelki wypadek zbadać odwrotność każdej tezy…[…] Byłem prorokiem, mistrzem i pajacem, ale tylko wśród istot, jak ja, jeszcze nie całkiem „zrobionych” , nieoszlifowanych, podrzędnych.
Wspomnienia polskie


Mimo wszystko „Pamiętnik z okresu dojrzewania” wciągnął mnie w świat artystyczny i przysporzył pewnego prestiżu w kołach awangardy. […] Jakoś nie przylgnąłem do stolika kawiarnianego Skamandrytów – bo może moja wiejska nieśmiałość drżała przed ich wielkomiejskością – a może nie chciałem pojawić się w roli nowicjusza – i może chciałem być panem na własnym folwarku – dość, że sprawiłem sobie własny stolik, niesamowity, z udziałem aspirantów i pretendentów, na pół jedynie urodzonych w sztuce, prowincjonalnych grafomanów, rozwichrzonych myślicieli, młodych poetów zgłodniałych, nie wymytych marzycieli – wszystko okraszone kilkoma rzeczywistymi talentami – i w tym to gronie ja z niezmordowaną wytrwałością, z żelazną, godną podziwu konsekwencją mówiłem, mówiłem i mówiłem, co wieczór, co noc, głupstwa, głupstwa, głupstwa... które jednak nie były głupstwami, bo jednak były gdzieś jakoś moimi prawdami. Utrzymanie stylu stało się najwyższym prawem. Przyznaję, że nie robiłem zbyt poważnego wrażenia i nawet robiłem wszystko, by nie robić poważnego wrażenia. Opętany formą, gotów byłem zostać jej błaznem wieczystym.
Testament. Rozmowy z Dominique de Roux
Kawiarnia „Ziemiańska” przed wojną. Stolik młodych pisarzy i poetów. Awangarda. Proletariat. Surrealizm. Socrealizm. Wyzwoleni z przesądów. Mówią : - Głupie snobizmy epoki kończącego się mieszczaństwa ! Albo : - Śmieszne uprzedzenia rasowe feudalizmu ! Lecz ja przysiadam się i z miejsca zaznaczam, chociaż mimochodem, że moja babka była kuzynką Burbonów hiszpańskich. Po czym najuprzejmiej podsuwam im cukier – nie Kazimierzowi jednak (który wśród nich królował, gdyż najlepszym był poetą), ale Henrykowi (który jest bardziej z towarzystwa i ojca ma pułkownika). Gdy zaś rozpoczyna się dyskusja, popieram zdanie Stefana, ponieważ on jest z ziemiańskiej rodziny. Albo mówię : - Stasiu, poezja poezją, ale przede wszystkim ci radzę : nie bądź gminny ! Albo : - Sztuka jest zjawiskiem w pierwszym rzędzie heraldycznym ! Śmieją się lub poziewają, albo protestują – ale ja tak miesiącami, latami całymi z niezłomną konsekwencją absurdu, z powagą nonsensu, z największą pracowitością […]. Powiedział mi poeta Broniewski : - Co pan robi ? Co to za dywersja ? Pan nawet komunistów zaraził herbarzem !
Dziennik, 1953

Contact : info.fr@gombrowicz.net