imprimer cette page
  Witold Gombrowicz - Polska wersja   Twórczość   Powieści   Kosmos
 
Kosmos: zbliżenia 

Jarzębski: 4 (z 12) próby odczytania "Kosmosu"


Jerzy Jarzębski: Dwanaście wersji „Kosmosu”
w: J. Jarzębski, Natura i teatr (16 tekstów o Gombrowiczu), Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2007.


Fragment:



Kosmos jest przede wszystkim zaproszeniem do lektury, ale lektury, która nie obiecuje lekkich i łatwych przyjemności. Ta lektura jest jakoś dla czytelnika groźna, bo sięga do miejsc w świecie, a też w nim — czytelniku — niejasnych i niejawnych. Dlatego nie ma i nie może być „ostatecznego odczytania” Kosmosu; on się zawsze będzie wyślizgiwał rozumieniu, stwarzał problemy, ba, zadawał pytania temu, kto czyta, apelował do takich miejsc w jego psychice, które, tak jak powieść, też są czarne i mętne.
Jako wstępu do Kosmosu w teatrze (a powieść tę próbowało ze zmiennym szczęściem inscenizować wielu reżyserów) nie możemy więc przedstawić jednej, kanonicznej interpretacji tekstu, bo takiej nie ma i pewnie nie będzie. W to miejsce proponujemy szczególną próbę lektury, polegającą na wypunktowaniu dwunastu sposobów czytania. Nie są to w pełni konkurencyjne i zamknięte, każda w sobie, egzegezy powieści, ale jak gdyby aspekty, punkty widzenia, z jakich możemy spoglądać na tekst. Czemu ich dwanaście akurat? Bo tyle się urodziło w głowie autora tego artykułu. Nie ma powodu, aby tej listy dalej nie uzupełniać i komplikować.


1. Zacznijmy od tego, co proponuje sam pisarz: od czerni. Ta metafora organizuje powieść, bo jest jakby wzięta z realności, obrazuje nocne niebo najeżone gwiazdami tworzącymi coś jakby kształty, układy obdarzane przez tysiąclecia nazwami. Tu Orion, ówdzie Wielki i Mały Wóz, gdzie indziej Panna czy Strzelec. Ale przecież te „kształty” są z zewnątrz narzucone, skrajnie arbitralne, choć niektórzy przypisują im oddziaływanie na ludzkie życie. Nie wiadomo więc, czy, patrząc na niebo, widzimy coś, co obiektywnie istnieje, czy coś, co sami wymyśliliśmy i złożyliśmy w całość. Początkiem myślenia Gombrowicza w Kosmosie zdaje się być ten obraz nocnego nieba, które znaczy i nie znaczy jednocześnie, a w każdym razie jest nieustannym wyzwaniem dla intelektu. Tej czerni nieba odpowiada inna czerń — mrok wewnętrzny człowieka, który o sobie wie niewiele, nie panuje nad własnymi odruchami i emocjami, a w dodatku nie zna ani przyszłości, ani swego przeznaczenia, można więc powiedzieć, że otoczony jest ciemnością i nosi ją w sobie. Ta ciemność zresztą nie musi być czarna dosłownie: pierwsze zagadki Kosmosu autor zadaje w oślepiającym słońcu. „Czarno od słońca” — mówi się już na pierwszej stronie powieści, gdzie świat jawi się jako nieobjęta masa drobin doskonale oświetlonych, ale jakby obramowanych czernią, bo trudnych, jak gwiazdy, do złożenia w jakąkolwiek całość, kosmos po grecku to „świat pojęty jako wewnętrznie uporządkowana i harmonijnie zbudowana całość; przeciwieństwo chaosu”. U Gombrowicza tytuł powieści zdaje się zatem być albo szyderstwem, albo znakiem nieziszczalnej tęsknoty — tak jak to światło czernią stale podszyte.


2. Cóż nam w tej czerni świta? Najbardziej oczywistym sposobem czytania Kosmosu była lektura ujmująca powieść jako historię budowania sensu z natłoku faktów i przedmiotów. Bohater próbuje zrozumieć, o co chodzi: dlaczego wróbel został powieszony, jaki sens mają inne znalezione we współpracy z Fuksem „znaki” (strzałka na suficie, wiszący patyk, wbita stalówka itd.). Prędko jednak okazuje się, że szeregi faktów nie domykają się, w tym czasie z kolei powstają nowe — równie niedomknięte. Co gorsza, bohater nie bardzo wie, czego właściwie szuka: podobieństwa łączącego poszczególne fakty? Ale co z tego, że fakty są do siebie podobne? Szeregi tych „podobnych do siebie” faktów mają jak gdyby do czegoś prowadzić, ale to coś jest słabo określone, niewyobrażalne. Jeszcze raz okazuje się, że człowiek poszukujący szuka tak naprawdę zawsze tego, co już wcześniej było mu znane. W przeciwnym przypadku natychmiast się gubi.
Ci, którzy czytali Kosmos jako historię o (bezskutecznym) poszukiwaniu sensu, natrafiali szybko na literacki wzorzec, który leżał na podorędziu i pozwalał przynajmniej określić przynależność utworu Gombrowicza do jakiegoś typu literatury. Tym typem miała być francuska „nowa powieść” — zjawisko nader popularne w czasach, gdy Kosmos powstawał. Powieści Michela Butora, Nathalie Sarraute czy zwłaszcza Alaina Robbe-Grilleta wykorzystywały często wzorzec romansu kryminalnego, ich bohater próbował rozwiązać jakąś zagadkę, ale najczęściej bezskutecznie, bowiem świat, w jakim działał, był paradoksalny, ulepiony z literatury i dlatego rządzący się innymi prawami niż potoczna rzeczywistość. To w „nowej powieści” na porządku dziennym zdarzać się mogły sytuacje, w których bohater odkrywa, że sam gra decydującą rolę w wydarzeniach, których sprawcę chce wykryć. Istnienie u siebie jakiejkolwiek zależności od młodych Francuzów Gombrowicz odrzucał z zasady, demonstracyjnie kpiąc z nudnych i chudych „zupek dla literatów”, jakimi miały być dla niego książki Butora czy Robbe-Grilleta. I rzeczywiście: o ile tamci tworzyli raczej nowe formy powieściowe, swego rodzaju sztuczne łamigłówki bez wyraźnego odwołania do rzeczywistości, o tyle Gombrowiczowi zależało naprawdę na tym, by przedstawić grozę, jaka dotyka człowieka stojącego naprzeciw Bytu. I choć Bytu tego nie da się nigdy dotknąć bezpośrednio ani zrozumieć w pełni, to ból, strach czy ciekawość, jakie przeżywa człowiek, są prawdziwe.


3. Michał Paweł Markowski w swojej książce o Gombrowiczu, która nie darmo nosi tytuł Czarny nurt. Gom¬browicz, świat i literatura, kładzie nacisk na niesamowitość świata. Owa niesamowitość — tak często w wielu powieściach, opowiadaniach, sztukach teatralnych i zwierzeniach wspomnieniowych Gombrowicza opisywana — to freudowskie Unheimlich, coś co się nie daje opanować, bo jest naprawdę Obce. Kosmos można z pewnością czytać jako opis spotkania z tym, co nieoswajalne i dlatego budzi lęk. Ale Gombrowicz niesamowitości szuka nie w jakichś paranormalnych zjawiskach, tylko w tym, co bohaterów otacza i wydaje się na pozór zupełnie zwykłe. Właśnie zwykłość, zdaje się mówić Gombrowicz, jest najbardziej niezwykła, bo likwiduje szczególny, niejako wydzielony status tego, co należy do świata tradycyjnej niesamowitości. U Gombrowicza niesamowite może być wszystko, bo ze wszystkiego oko obserwatora wyabstrahować może jakiś nieoswajalny, niezrozumiały element. Stąd biorą się te prawdziwie niezwykłe opisy ręki Leny czy skóry Kulki, pokrytej zawiłą ornamentyką plam i złuszczeń. „Była jak sufit” — powie Witold, ale przecie sufit ze swymi „znakami” odsyła do nocnego nieba z gwiazdozbiorami. Bystry wzrok umie więc wykryć tajemnicę na wszystkich poziomach Bytu.


4. Jest wszelako pewien sposób, by grozę niezrozumiałości Bytu ominąć. Można po prostu potraktować świat jako komunikat nadany do nas przez Boga. Wtedy to, co zdaje się kompletnie bezsensowne, zyska przynajmniej jakiś sens postulowany. W tym kierunku zdaje się zmierzać Fuks. Fuks niestrudzenie szuka sprawcy powieszeń i autora rozsianych (Jak wierzy) po okolicy znaków, kogoś, komu można byłoby zadać zasadnicze pytania: po co to zrobiłeś? i: jaki jest sens twoich działań? Detektyw, którym Fuks próbuje być, szuka oczywiście złoczyńcy, ale widać od razu, że ten typ poszukiwań, jaki prowadzi, nie napotyka nigdzie na granicę, rozlewa się dość swobodnie na wszystkie możliwe fakty. Gdzieś w tle zawieszone więc pozostaje pytanie: kto ten świat tak urządził, komu wystawić rachunek za dobre i za złe, no i wreszcie: co mówią do nas znaki, które odkrywamy wokół — i czy w ogóle są one znakami.
Pytanie o stwórcę wszechświata jest stare jak ludzkość. Wiąże się ono ściśle z innym pytaniem: czy wszechświat jest składny, czy można w nim odnaleźć jakiś przed-ustawny ład i sens, a więc — co się z tym wiąże — czy ktoś go obmyślił i wykonał, czy powstał samorzutnie i bez ingerencji jakiejś wyższej myśli. Gombrowicz, który przedstawiał się jako ateista, wciąż wokół tematu Stwórcy-Demiurga krążył, ponieważ pytanie o jego egzystencję zadaje ciągle na nowo ludzka kultura. Tego dylematu rozstrzygnąć się nie da, można jednak — i to właśnie robi Gombrowicz w Kosmosie — wpisać go w dramaturgię wielkich pytań powieści, nadając mu niejako twarz: twarz Fuksa, który — odrzucony przez szefa z pracy, Drozdowskiego — sam dla siebie szuka racji istnienia.


Kontakt: info.pl@gombrowicz.net