imprimer cette page
  Witold Gombrowicz - Polska wersja   Biografia   Biografia, rok po roku   Polska (1904-1939)
 
Zbliżenia : Gombrowicz, Polska, Polacy 

Kępiński: Szkolne dowcipy


Tadeusz Kępiński, Witold Gombrowicz i świat jego młodości, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1984.


Rozdział: Szkoła po raz ostatni


Fragment:



Szkolne dowcipy sytuacyjne rodziły się spontanicz­nie, nie były wyszukane, jedne następowały po dru­gich, takie błahe zdarzenia — niewarte wspomnienia. W jakim rodzaju? Kiedyś na Nowym Świecie było tłoczniej niż zwykle. Zaczęliśmy iść gęsiego, Itek [Witold] pierwszy. Gdy się spostrzegł, że ludzie się nam przy­glądają, przeszedł spod domów Zamoyskich na stronę zegara Grabaua. Oczywiście nie oderwał się od węża, przeciwnie, ten przedefilował przez całą szerokość jezdni. Teraz już zrobiła się sensacja. Wszyscy przy tym patrzyli na Itka — nie na nas. On był przecież pierwszy. Zrozumiał swój błąd i jego poczucie sprawiedliwości, a nade wszystko logika sytuacji nie po­zwoliły mu się gniewać. Naturalnie bardzo się czerwie­nił.
Kiedyś znowu w westybulu kina „Stylowy” z po­wodu tłoku staliśmy oddzieleni kilkoma osobami, Itek w środku. Ni stąd, ni zowąd jeden z nas zawołał do drugiego stentorowo: „Helo, Mietek”, na co nastąpił zwykły odezw: „Serwus, Moniek”. Itek zapłonił się, wobec czego teraz dopiero nastąpiła rozmówka jak z Ollendorfa — trochę pod jego adresem. Publiczność znowu patrzyła na niego, nie na nas. My bruneci, spo­kojni i naturalni. Antoś ze swoim „rzymskim” profi­lem, Kaziowi i mnie też nic nie można było zarzucić... Ale on... Uszy miał czerwone i uśmiechał się z przy­musem. Kiedyśmy już usiedli, powiada, że najwięcej się bał tego, aby w pobliżu nie znalazł się ktoś z jego znajomych. Naturalnie Kazio natychmiast zawiadomił, że nie chciał go martwić, ale zauważył nie jedną, lecz kilka takich osób.
Wszystkie te żarty odbijał sobie na nas, niestety — niedostatecznie. Jedynie może z jakim takim efektem na Kaziu. W ślad za Zazą tłumaczył mu na przykład, że wcale nie potrzebuje jechać do szkoły dla jąkałów w „Bi-bi-bingen”, ponieważ jąka się bardzo dobrze. Pokpiwał też sobie często z porad, udzielanych przez Kazia, zresztą zwykle na jego — Ity — prośby. Kazio znalazł i na to sposób. Zamiast zająć stanowisko w da­nej sprawie czy sytuacji — mówił: „Wiesz, Itku, pora­dzę ci. Zrób, jak ci serce dyktuje”. Ten oczywiście nie okazywał z tego powodu zachwytu. Kazio miał wiele talentów. Dwa szczególnie prowokowały do żartów: komplikowanie rzeczy prostych, zwłaszcza drogą wy­nalazków, i łatwość bełkotania. Skonstruował na przy­kład abażur do lampy, którego zadaniem było ukryć, że czyta długo w nocy. Robota była udana, z sąsiednie­go pokoju światła nie było widać, tyle tylko, że i czy­tać się nie dało. W takich i podobnych imprezach Itek miał system brania Kazia w obronę, ale to dla ofiary nie było opłacalne. Rzadko też używał pejoratywnych przezwisk, tworzonych głównie przez Antosia, który stale nazywał Kazia chłystkiem; Itkowa metoda chwa­lenia i podnoszenia paradoksalnych zalet miała swoją wymowę.
Szkolne lata odcisnęły swój kształt w naszych du­szach, ale może w największej mierze dotyczyło to Itka. On też najusilniej starał się zrzucić z siebie ten ciężar. Wyolbrzymiał go, rozbudowywał, rozwijał w osoby i sytuacje — nie tylko dlatego, aby pozacierać ślady pokrewieństwa z postaciami scharakteryzowa­nymi w Ferdydurke, ale i dlatego, żeby ściślej ukazać i dopowiedzieć podskórny nurt swojej własnej rzeczywistości. Realia naszego młodzieńczego życia przeni­kały więc do literatury nader zmienione, pozostały jednak w jego psychice jako trwałe elementy, spomię­dzy których wybierał do woli, wiele z nich zwalczając w sobie w imię niepodległości swego wewnętrznego królestwa. Dzięki temu nikt, kto nie był przy narodzi­nach koncepcji, nie mógłby powiązać jego bohaterów z naszym światem. I tak na przykład — swego Syfona wyposażył w wiele przymiotów naszego kolegi Mięcia Grabińskiego, bardzo kulturalnego i obdarzonego na­der miłą powierzchownością chłopca, który przez dłu­gi czas sprawował funkcję prezesa samorządu klasowe­go. Pozycja jego była ustalona i niepodważalna, a mia­no „Prezesa” przylgnęło doń na zawsze. Itek nazywał go tak mówiąc o nim jeszcze w wiele lat później.


Kontakt: info.pl@gombrowicz.net