Odrodzeniu ojczyzny towarzyszył powszechny entuzjazm Polaków. Naczelnik Państwa, Józef Piłsudski stoczył zwycięską wojnę z Rosją Sowiecką, „wyrąbał” w miarę korzystne granice. Jednakże ludność II Rzeczypospolitej, zwłaszcza na wschodzie, była zrujnowana wojną i grabieżami licznych armii. Rozwojowi państwa w latach 1918-1939 nie sprzyjały napięcia w skonfliktowanej Europie środkowo-wschodniej oraz ciągłe poczucie zagrożenia ze strony potężnych sąsiadów.
II RP określić można jako kraj kontrastów. Mieszkańcy jego części zachodniej (byłego zaboru pruskiego) żyli w innej przestrzeni cywilizacyjnej niż ludność Polesia czy Wileńszczyzny. A między „wyższym” warstwami : ziemiaństwem, kastą urzędniczą i oficerską, elitami wielkomiejskimi – a światem „niższym”, czyli masami ludowymi, była przepaść materialna i obyczajowa. Istniała ogromna potrzeba reform w wielu dziedzinach życia ; brakowało jednak środków na ich przeprowadzenie.
W społeczeństwie szybko zapanowało rozczarowanie stanem „odzyskanego śmietnika” – według dosadnego określenia Juliusza Kadena-Bandrowskiego, autora Generała Barcza. W latach 20. wybuchały protesty na tle socjalnym, likwidowane przy pomocy policji.
W roku 1926 Piłsudski i sprzyjające mu siły w armii dokonały przewrotu, obalając siłą rząd i prezydenta. Marszałek uzasadniał swe antykonstytucyjne działania „panowaniem rozwydrzonych partii i stronnictw nad Polską”, obiecywał gonić „kurwy i złodziei” i wyplenić „nieprawości”. Dawał ludziom to, czego oczekiwali - nadzieję na moralne uzdrowienie i usprawnienie państwa.
Swój autorytet Piłsudski zawdzięczał drodze życiowej wytrwałego i odważnego konspiratora przeciw caratowi, potem przywódcy pierwszych od czasów powstania styczniowych polskich formacji zbrojnych : Strzelców, I Brygady Legionów, Polskiej Organizacji Wojskowej. Był postacią budzącą skrajne emocje : zwolennicy widzieli w nim nieomal symbol polskości, inkarnację wybawcy z mickiewiczowskich Dziadów części III, albo też sienkiewiczowskiego rycerza, strzegącego wschodnich rubieży. Piłsudskiego popierała nie tylko znaczna część wojska (która oczekiwała rządów silnej ręki), ale i środowiska liberalno-lewicowe. Powszechnie liczono na „uporządkowaną demokrację” i wejście kraju na drogę zasadniczych reform społecznych.
Jednakże Piłsudski nie był zainteresowany reformami ; porzucił dotychczasowych sojuszników z lewicy i zawarł sojusz z konserwatystami. Kierowany przez niego obóz zajmował się głównie umacnianiem zakresu swej władzy, wobec opozycji stosował przemoc, a Sejm sprowadził do roli fasadowej. Sam marszałek i jego zwolennicy uzasadniali te wszystkie posunięcia dobrem Polski, zagrożeniami wewnętrznymi (działalnością licznych sił antypaństwowych), jak i zewnętrznymi (obawą przed nietrwałością systemu powersalskiego w Europie).
Wiele było słuszności w tych obawach, niemniej ani sanacyjne czystki kadrowe, ani ograniczenia praw i wolności obywatelskich, państwa polskiego nie umocniły.
Poeta z Wilna nazwał ówczesną Polskę „krajem zmilitaryzowanym”. Taki był duch tego czasu : kult armii i munduru, pogarda dla miękkości i niezdecydowania. Systemy wodzowskie, ograniczające wolności obywatelskie i polityczne, stanowiły częste zjawisko w ówczesnej Europie ; wartości demokratyczne przeżywały potężny kryzys. Ale pod powierzchnią „konsolidacji państwa” nie było w Polsce spokojnie, a niezałatwione problemy społeczne (nędza wsi, konflikty narodowościowe na wschodzie, rosnący antysemityzm) nie przestały istnieć, przeciwnie, powodowały rosnące napięcia. Po śmierci Piłsudskiego w roku 1935 płakało wielu ludzi, nawet tych, którzy sanacji nie znosili – jak Maria Dąbrowska - bowiem obawa co do dalszych losów kraju rosła, a potężna postać marszałka zdawała się dotąd gwarancją jego trwałości.
W II Rzeczpospolitej rozwijały się enklawy znakomitego życia kulturalnego i naukowego : uniwersytety, periodyki kulturalne, literatura. Na początku XX wieku prasę w Polsce czytało około 1 proc. populacji – a u progu II wojny już około 10 procent, co dowodziło rozwoju (choć ciągle było wskaźnikiem rażąco niskim). Zakres wolności słowa w latach 30. był zróżnicowany. Mogły ukazywać się dzieła literackie tak prowokacyjne jak Ferdydurke czy Nienasycenie Witkacego. Jednakże cenzura znacznie ograniczała w prasie krytykę polityki państwowej, w szczególności zaś - osoby marszałka.
Katastrofa, która zdruzgotała Polskę w roku 1939 była dla większości społeczeństwa kompletnym zaskoczeniem. Także dla elit. „Pułki niemieckie już koncentrowały się wzdłuż naszych granic, a my jak wczoraj, jak przed rokiem mówiliśmy wciąż o tym samym, o Prouście i Dostojewskim, o Gogolu i Słowackim, na pomnik wznosiliśmy Rimbauda lub Majakowskiego” – wspominał poeta Stanisław Piętak.
We wspomnieniach Witolda Gombrowicza o Polsce międzywojennej (zawartych w Dzienniku, Wspomnieniach polskich, Testamencie. Rozmowach z Dominique de Roux) próżno szukać choćby wzmianki o Wielkim Kryzysie, napięciach narodowościowych (poza kwestią antysemityzmu), zabójstwie Narutowicza, procesach politycznych czy Berezie Kartuskiej.
Pisarz konsekwentnie trzymał się tylko własnej, indywidualnej perspektywy. Wywodził się wszak z konserwatywnej, dobrze sytuowanej rodziny i ta osobista sytuacja miała pewien wpływ na jego polityczną świadomość. Z drugiej zaś strony, był awangardowym prozaikiem o zacięciu filozoficznym, który na ówczesną rzeczywistość patrzył ze skrajnym krytycyzmem. Wspomnienia Gombrowicza o Polsce i Piłsudskim są wypadkową tych dwóch – pozornie sprzecznych - perspektyw.
Pisarz nie znosił radykalnych ideologii, które tak potężnie zainfekowały ludzi jego pokolenia. Zarówno wyznawców komunizmu, jak faszyzmu, uważał za ludzi naiwnych, wierzących w teorie i mity. Sam siebie zaliczał do „strażaków”, nie zaś do „podpalaczy”. Ale sytuację Polski widział w sposób fatalistyczny. Intuicyjnie przeczuwał totalny krach istniejącego ładu społecznego, obawiał się rewolucji zbuntowanych mas. Tej obsesji dał wyraz w Ferdydurke, wielokrotnie też o niej opowiadał w okresie powojennym (o lęku panicza na wsi, lęku „wyższości” przed „niższością”). We wspomnieniach wyrażał jednak przekonanie, że w Polsce ówczesnej nie było praktycznych szans na bardziej śmiałe przedsięwzięcia i reformy.
Gombrowicz bał się wojny, którą uważał za pewną od roku 1938 (czyli od Anschlussu, który oglądał na własne oczy, wracając pociągiem z podróży do Włoch). Po wojnie nigdy nie oskarżał władz sanacyjnych o przyczynienie się do katastrofy państwa (co tak wielu czyniło), bowiem katastrofa ta była - jego zdaniem – nieuchronna. „Tandeta”, „pozory”, „łatanina”, „wegetacja”, „kraj ludzi sparaliżowanych”, „siedziało się jak na beczce prochu” – takie określenia odnosił we Wspomnieniach… i Dzienniku do atmosfery kraju swej młodości.
Gombrowicz postrzegał Polskę ówczesną w znacznej szerszej perspektywie, niż doraźnie polityczna. Do piłsudczyków odnosił się sceptycznie, ale bez szczególnego krytycyzmu, bowiem uważał ich za ludzi bezradnych ; podobnie samego marszałka. Trochę ulegał zachwytowi nad jego „barwnym, soczystym” stylem bycia, ale był to zachwyt raczej artysty niż politycznego zwolennika. Cenił „odwagę, męskość” Piłsudskiego (Wspomnienia polskie), ale nie wierzył w jego skuteczność.
Gombrowicz w ogóle był dość pobłażliwy wobec polityków, jego wymagania wobec nich były niskie ; prawdziwy krytycyzm uruchamiał w sferze ducha, kultury i obyczaju, i tutaj nie szczędził Polakom słów gorzkich i szyderczych (w Trans-Atlantyku, Dzienniku), pokazując znamiona i źródła polskiej słabości i upadku.
Piłsudskiego uważał za postać, owszem, wybitną, niezwykłą, ale też i do szczętu zmitologizowaną. Analizował ją jako przykład kreacji osobowościowej, wprawdzie imponującej i frapującej, ale i obnażającej mitotwórcze, romantyczne potrzeby polskiej duszy. Uwielbienie otaczające marszałka było, zdaniem Gombrowicza, dowodem naiwności i duchowej słabości polskich elit. Pisarz nie odnosił się natomiast do konkretnych posunięć przywódcy, którym nie poświęcił żadnej uwagi („Nie mnie oceniać jego politykę”).
Gombrowicz o „Polsce Piłsudskiego” :
WITOLD : ― Wielka moc bije z tego człowieka, ale on oddany Wielkości. […] Coś w nim nie jest tak, jak być powinno. […]
|
Byłem na czwartym roku prawa, kiedy Piłsudski uderzył zbrojnie w dotychczasowy porządek państwowy. Ten cały Piłsudski nie podobał mi się […]. Propaganda, którą mu robiono, przymiotniki nadęte, które mu doczepiano, cały ten język przesadny i zarazem naiwny jego zwolenników – to mnie raziło. […]Piłsudczycy byli przede wszystkim żołnierzami, naprawdę zakochanymi w swoim „Dziadku” ; ale często byli i romantykami nasyconymi niezdrowym oparem polskiej tradycji i polskiej sztuki. I ten właśnie punkt był dla mnie najtrudniejszy do przełknięcia. Romantyzm. Piłsudski też był romantykiem […]. Marszałek, Polaków traktujący bezceremonialnie i władczo, był jednak przygnieciony Polską w historycznym wymiarze, a bardziej jeszcze swoją misją – ona mu imponowała, on był na kolanach przed tym Piłsudskim-wodzem, którego nosił w sobie. […] A już wśród jego wielbicieli to wszystko przeradzało się nieraz we mgłę, odbierającą zupełnie jasność widzenia. […] Miałem ogólne wyczucie, że „coś nie jest w porządku” i że to wszystko zalatuje jakby tandetą… łataniną… Nie mogłem przekonać się do solidności tej roboty, choć przecie Polska pomajowa pod wieloma względami była zjawiskiem sympatycznym i obiecującym na przyszłość. Państwo konsolidowało się, likwidowano anachronizmy, nasz antyczny porządek sprzed wojny, szlachecki, przeradzał się stopniowo w ład demokratyczny, a klasy pracujące zyskiwało coraz większe znaczenie. Wymagać, aby to państwo, niedawno urodzone na trupach trzech cesarstw, stanie się z wtorku na środę wzorem nowoczesnej organizacji społecznej mógł tylko ktoś przebywający duchem na księżycu. […] W stosunku intelektualistów polskich do Piłsudskiego wiele było szablonu i nawet zwykłej frazeologii, wiadomo było, że Polska miewała wielkich ludzi, no więc to był jeden z nich i basta. Ale taka szparkość w uwielbieniu i posłuchu nie była do twarzy elicie narodu. To co przystoi żołnierzowi, nie zawsze może być zalecone intelektualiście. […] Niepokoiła mnie łatwość, z jaką warstwa przodująca rezygnowała ze swoich praw do krytycyzmu i sceptycyzmu, do – to jest właściwsze słowo – kontroli. Wspomnienia polskie. |
Te lata przedwojnia może bardziej haniebne były od samej wojny. […] Znajdowałem się wraz z ludzkością w najciemniejszej nocy”
Testament. Rozmowy z Dominique de Roux |
Wojna ? Zagłada Polski ? Los bliskich, rodziny ? Moje własne losy ? Czy mogłem przejmować się tym w sposób, jak powiedzieć, w sposób normalny, ja, któremu to wszystko było z góry wiadome, który tego dawno doznałem - tak, nie kłamię, mówiąc, że od lat obcowałem w sobie z katastrofą. Gdy to nastąpiło, powiedziałem sobie coś w rodzaju : - ach, to już ! ...
Dziennik |
